niedziela, 10 kwietnia 2016

2. Thomas

"Tu nigdy nie padało(...), nie było zbyt gorąco albo zbyt zimno. Gdyby nie maleńki szczegół, że oderwano ich od przyjaciół i rodzin oraz uwięziono w Labiryncie wypełnionym rozwścieczoną hordą potworów, to naprawdę żyliby w tym miejscu jak w raju." ~ James Dashner "Więzień Labiryntu"


Nie mogłem ani trochę odpocząć. Wstałem i zacząłem iść w kierunku Labiryntu. Byłem coraz bliżej, aż w końcu stanąłem na przeciwko wejścia. Nie wiem czemu, ale coś mnie kusiło by tam wejść i zrobiłem krok do przodu. Patrzałem cały czas na przeciwko i miałem wrażenie, że coś tam jest. Kiedy już chciałem tam wejść ktoś mnie odepchnął i się przewróciłem. Miałem się na niego rzucić, ale zlecieli się Streferzy.
- Odbiło ci! - krzyknąłem w stronę Gally'ego, który patrzał to na mnie to na Alby’ego. - Co tam jest?!
- Ej! Świeży, uspokój się - mówił Alby. - Robimy to dla twojego dobra... - w tym momencie wejście się zamknęło, a ja stałem jak sparaliżowany. Spojrzałem na Alby'ego, a następnie na Gally'ego.
- Następnym razem cię puszczę - powiedział oschle Gally i odszedł. Towarzystwo się rozeszło, a ja nadal stałem i patrzałem jak wryty. Po chwili odwróciłem się i wróciłem do obozu. Dziś wieczorem jest uczta, a ja mam być na niej honorowym gościem. Newt mi mówił, że jest to obowiązkowe przywitanie świeżego Strefera. Każdy jest zajęty czymś innym. Jedni szykują jedzenie, pomyjce szykują wszystko do spania już teraz, bo później nie będzie im się chciało, a inni rozpalają ogniska. Usiadłem na trawie i patrzałem bezczynnie w jeden punkt. Dokładniej tam gdzie zamknęło się wejście. Chciałbym tam wejść i przyjrzeć się wszystkiemu z bliska.
- Cześć Świeżyno - powiedziała jakaś dziewczyna. Była wysoką, szczupłą i piękną brunetką o niebieskich oczach. Nie wiedziałem, że są tu dziewczyny. Ich mi jeszcze nikt nie przedstawił.
- Hej - odpowiedziałem dość niepewnie i od razu odwróciłem od niej wzrok. Dziewczyna usiadła obok mnie i spojrzała w tym samym kierunku co ja. Przez chwilę panowała cisza.
- Ciekawość cię zżera, co? - zapytała, a ja odwróciłem głowę w jej kierunku i kiwnąłem na "tak".
- Byłaś tam? - zapytałem jej po chwili, a ona opuściła głowę w dół. Po chwili odwróciła się w moją stronę tak, że patrzeliśmy sobie w oczy.
- Niestety, ale jestem tam prawie codziennie - zaczęła mówić - Jestem zwiadowcą i moim celem jest badanie Labiryntu i szukanie wyjścia. Cały czas mamy nadzieję na to, że je znajdziemy, ale z dnia na dzień jest coraz gorzej.
- Ile to trwa? - zapytałem choć nie chciałem znać odpowiedzi.
- Trzy lata, a my nie znaleźliśmy nawet najmniejszej wskazówki na to, że jest tu gdzieś ukryte wyjście - powiedziała ze smutkiem. Ja byłem bardzo zdziwiony. Trzy lata i nic.
- Pewnie inni są załamani - mruknąłem, a ona szybko uniosła głowę.
- O tym wiedzą tylko zwiadowcy, Alby i Newt. Nikt inny. Nie chcemy ich martwić i mam nadzieję, że się nie wygadasz - powiedziała i spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.
- To czemu mi o tym powiedziałaś? - zapytałem, a po dłuższej chwili milczenia mi odpowiedziała.
- Mam wrażenie, że ty pomożesz nam znaleźć wyjście – odpowiedziała z nutką nadziei w głosie, a ja byłem zdziwiony tym co powiedziała, bo jestem przecież świeżym Streferem. Co ja niby mogę zrobić.
- Czemu ja? - zapytałem, ale nie otrzymałem odpowiedzi, więc postanowiłem to zignorować. - A jak to jest, że jeszcze nikt nie przeżył nocy w Labiryncie?
- Kiedy Labirynt się zamknie to wtedy zmienia całe swoje ułożenie, a jeden z ośmiu sektorów się otwiera. Z danego sektora wychodzą dozorcy, a jak cię złapią to już koniec - mówiła ze smutkiem.
- Kto to dozorca?
- Są to ogromne stwory, które pilnują Labiryntu. Zazwyczaj nie ma ich za dnia, ale i takie wyjątki się zdarzają. Nocą się nie czają i po prostu zabiją osobę, która na nich trafi, a za dnia to tylko ją ukąszą by się męczył i zabił swoich kolegów ze Strefy - odpowiedziała mi na pytanie, a ja byłem pewny, że Labirynt ciekawi mnie jeszcze bardziej.
- One potrafią kogoś ukąsić?
- Tak, ale jak cię ukąsi to nie ma już ratunku. Wtedy pozostaje tylko jedno wyjście - przerwała swoją wypowiedź, a ja umierałem z ciekawości.
- Co się dzieje z tą osobą? - zadałem pytanie, ale mi nie odpowiedziała.
- Wiesz co muszę już iść, ale zobaczymy się wieczorem - powiedziała i wstała, a następnie ruszyła przed siebie.
- Nawet nie wiem jak masz na imię! - krzyknąłem za nią. Ona się odwróciła i odkrzyknęła:
- Jestem Rose! - uśmiechnąłem się pod nosem, a dziewczyna ruszyła dalej. Teraz już wiem, że moim celem numer jeden będzie zostanie zwiadowcą.

Nastał wieczór, a uczta na moje przywitanie już się zaczęła. Streferzy świetnie się bawili. Rozmawiali, śmiali się i siłowali. Jednak ja nie uczestniczyłem w tym. Siedziałem i patrzyłem w niebo. Koło mnie usiadł Newt.
- Masz, napij się jak mężczyzna - powiedział i podał mi jakiś płyn w słoiku. Chwilę się temu poprzyglądałem i po chwili wziąłem łyk, ale zaraz to wyplułem.
- Co to jest? - spytałem Newt'a, który był uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Nie wiem, to specjalność Gally'ego - odpowiedział mi blondyn i skierowaliśmy głowy na wyżej wymienionego. W tej chwili położył na łopatki Winstona. Odwróciłem głowę po czym powiedziałem:
- Nie lubię go.
- Uratował ci życie - odparł Newt i wziął łyka tego dziwnego napoju. Niestety, mimo, że go nie znoszę to Newt ma rację. W sumie spędzę tu trochę czasu, jak nie wieczność i muszę nauczyć się z nim żyć.
- Jak to jest, że Labirynt zmienia się nocą? - kiedy o to zapytałem to Newt dziwnie na mnie spojrzał, ale po chwili odpowiedział.
- Szczerze mówiąc to nikt tak do końca nie wie. Wiemy tylko tyle, że ci co nas tu zamknęli bardzo nie chcą abyśmy stąd wyszli...ale nie mówmy teraz o tym. Chodź poznasz zwiadowców - wstał i poszedł do Streferów, a ja tuż za nim.
- Spójrz na niego - Newt wskazał palcem na ciemnowłosego Azjate - To jest Minho i jest przywódcą zwiadowców. Koło niego siedzi Damon i Stefan - kiedy skończył mówić poszedł dalej. Jednak kiedy przechodziliśmy obok "kręgu" to Gally popchnął na mnie swojego przeciwnika.
- Ej! Świeży, zmierzymy się?! - krzyczał, a ja nic nie odpowiadałem. Wszyscy z kręgu zaczęli krzyczeć "Świeży!".
- Nie nazywaj mnie tak - powiedziałem spokojnie do Gally'ego.
- A jak...może Smród - odparł, a chłopacy się zaśmiali - Tak, Smród lepiej do ciebie pasuje - we mnie się już gotowało. Stanąłem z nim twarzą w twarz.
- Zasady są proste, ja muszę cię wypchać z kręgu, a ty musisz wytrzymać trzy minuty - powiedział Gally, a chłopacy znów utworzyli krąg. Ledwo zdążyłem przyjąć odpowiednią pozycję, a już leżałem na ziemi. Na szczęście nie wypadłem poza okrąg. Szybko się podniosłem i pobiegłem w jego stronę, ale zrobił unik. Chwilę później znów się na mnie rzucił, ale tym razem się nie przewróciłem. On cały czas próbował mnie wyrzucić z kręgu, ale odsunąłem się i to Gally wyleciał poza okrąg. Chłopacy zaczęli wiwatować, ale blondyn był nieźle wkurzony i rzucił się na mnie, a ja przywaliłem głową w ziemię. Poczułem ból, ale coś sobie przypomniałem.
- Thomas - powiedziałem tak cicho, że tylko ja to słyszałem. Zerwałem się na równe nogi i patrzyłem na nich szczęśliwy.
- THOMAS! MAM NA IMIĘ THOMAS! - krzyczałem ze szczęścia, a wszyscy się zlecieli i krzyczeli moje imię. Dali mi ten okropny wytwór Gally'ego, ale wypiłem go teraz bez obrzydzenia. Jeszcze trochę się bawiliśmy i poszliśmy spać. W końcu jutro już czeka na mnie praca.

sobota, 9 kwietnia 2016

1. Strefa

"- Miło cię poznać sztamaku - powiedział chłopak - Witaj w strefie." ~ James Dashner "Więzień Labiryntu"

Obudziłem się bardzo przerażony. Nie wiedziałem gdzie jestem. Jechałem jakąś skrzynią, która wiozła ładunek. Był ciemno, a jedynymi odgłosami było chrumkanie świni i jeżdżenie łańcuchów. Najgorsze było to, że nie pamiętam niczego z mojego wcześniejszego życia. Nie pamiętam nawet jak się nazywam. Po jakimś czasie jechania ujrzałem światło. Byłem coraz wyżej, a światło coraz mocniejsze. Kiedy już się zatrzymałem zobaczyłem grupkę ludzi. Jeden z nich otworzył kratę i wskoczył do skrzyni w której siedziałem. Wyciągnął mnie i rzucił na trawę. Oni zaczęli się śmiać i mówić coś w stylu "to nieudacznik". Blondyn zaczął do mnie podchodzić, ale zerwałem się na równe nogi i zacząłem biec. Pędziłem jak burza, a oni krzyczeli "Patrzcie mamy nowego biegacza*". Jednak zaraz się potknąłem i znów zaczęli się śmiać. Po krótkiej chwili dwóch chłopaków do mnie podbiegło i zabrali mnie do jakiejś dziury. Zamknęli mnie za kratami i siedziałem sam, ale nie długo. Podszedł do mnie jakiś wysoki, ciemnoskóry chłopak. 
- Mam na imię Alby - przedstawił się, otworzył kratę i podał mi rękę. - Jesteś w stanie coś o sobie powiedzieć? Skąd jesteś? Albo jak masz na imię? - pytał mnie, a ja nie umiałem mu odpowiedzieć. 
- Nie, nie...dlaczego nic nie pamiętam? - wyjąkałem i spojrzałem na niego. Bacznie mnie obserwował. 
- Wszyscy tak mają, ale spokojnie do dwóch dni powinieneś sobie przypomnieć imię...tylko to nam zostawiają - powiedział ze smutkiem, a ja cały czas na niego patrzyłem. - Chodź oprowadzę cię po Strefie - dodał i poszedł, a ja ruszyłem za nim. Podeszliśmy do nie niezbyt wysokiej wieży zbudowanej z drewna, ale wystarczająco dużej by zobaczyć całą Strefę.
- Masz lęk wysokości? - spytał mnie Alby wchodząc na wieżę. Kiwnąłem głową na "nie" i wszedłem za nim. Staliśmy chwilę przy barierce w milczeniu. Oglądałem całą Strefę, ale moją uwagę najbardziej przykuło ciemne miejsce, które było naprzeciw mnie. Było tam wejście i co jakiś czas ktoś z niego wybiegał.
- Widzisz, to wszystko zbudowaliśmy sami. Co miesiąc tylko skrzynia, którą przyjechałeś przywozi nam trochę materiałów... - zaczął mówić, ale mu przerwałem.
- Co tam jest? - zapytałem wskazując na tamte ciemne miejsce. Alby na mnie spojrzał i po chwili powiedział. 
- Tutaj mamy tylko trzy zasady. Pierwsza to rób swoje, a nie będzie problemu. Nie lubimy darmozjadów. Druga to musimy żyć w zgodzie,  bo tylko dzięki temu przetrwamy, więc nie wdawaj się w żadne konflikty. Trzecia i najważniejsza zasada. Nigdy tam nie wchodź - spojrzał najpierw na mnie, a potem wskazał na te mroczne miejsce.
- Alby! - ktoś krzyknął z dołu, a my skierowaliśmy głowy w dół. Niski, pulchny chłopak machał do Albiego, a on mu odmachał. Zeszliśmy na dół i Alby mi go przedstawił. 
- Świeży poznaj Chucka - powiedział Alby, a Chuck wyciągnął do mnie rękę, którą uścisnąłem.
- Przygotuj dla niego hamak, a ja idę do sali obrad - rzekł Alby i się odwrócił. Widziałem jak kierował się w głąb lasu. 
- Chodź, pokaże ci gdzie śpisz - mówił i szedł w stronę obozu, a ja byłem tuż za nim. Kiedy już doszliśmy to Chuck zawiązał mi hamak i podał coś do jedzenia. Znów zobaczyłem jak z tego dziwnego miejsca wybiegają Streferzy.
- Ej, Chuck - zaczepiłem go, a on się odwrócił - Alby powiedział, że tam nie można wchodzić - mówiąc wskazałem na tamto miejsce. 
- Nie wolno wchodzić nam, ale zwiadowcy to co innego. Labirynt otwiera się codziennie rano i wtedy biegacze tam wchodzą, badają różne ścieżki i rysują mapy w nadziei, że znajdą wyjście. Jednak muszą zdążyć zanim wejście się zamknie, bo inaczej zostaną tam na noc,a tego nikt nie przeżył - Chuck skończył opowiadać, ale moją uwagę przykuło jedno słowo "Labirynt".
- To jest Labirynt? Jesteśmy zamknięci w Labiryncie? - byłem bardzo przerażony i głos mi drgał.
- Nie, to nie Labirynt - mówił trochę zmieszany. Wiedziałem, że coś kręci. - Musisz się trochę odprężyć. Na pewno jesteś zmęczony - dodał po czym odszedł. Jednak ja nie mogłem odpocząć ani na chwilę.


*Biegacz to jest po prostu inna nazwa zwiadowcy.